Giercownia
Tak jak obiecałem, dzisiaj o grach. Trochę swego czasu słyszałem o serii Devil May Cry, ale nigdy jakoś nie doszło do tego, żebym zagrał w którąkolwiek część cyklu. Dzięki temu mogłem ocenić tegoroczny reboot serii z niezmąconego nadziejami/rozczarowaniami punktu widzenia. Nie jestem pewien, jak najnowszy DMC oceniają fani serii, ale ja uważam, że dziecko połączonych sił japońskiego Capcom i brytyjskiego Ninja Theory to moim zdaniem arcydzieło. Gra dzięki Unreal Engine 3 wygląda zgodnie z nazwą twórców, epicko, zwłaszcza równoległe światy; Limbo
i Otchłań,
które zostały wykonane z doskonałą precyzją i obrazują naprawdę ciekawy klimat. Do strony dźwiękowej również nie ma się jak przyczepić, dobre dialogi oraz genialny soundtrack w wykonaniu zespołów Noisia i Combichrist tworzą niepowtarzalne tło do tej wypakowanej akcją historii. Fabuła, mimo tego, że w niektórych momentach była przewidywalna, wciągnęła mnie jak stereotypowy kolumbijczyk ściężkę najlepszej koki, Dante w roli wyszczekanego gnojka sprawdza się świetnie, zdecydowanie przypadł mi do gustu razem ze swoimi stale rzucanymi catchphrase'ami. No i element najważniejszy; gameplay. Gra, jak na prawdziwego slashera przystało, daje możliwość tworzenia masywnych combosów za pomocą zaledwie paru przycisków.
Grałem zarówno na padzie, jak i klawiaturze (na której ostatecznie przeszedłem grę), i mogę z całą stanowczością powiedzieć, że sterowanie jest bardzo intuicyjne i wystarczy ze dwa razy poćwiczyć konkretny cios i już można trzepać demony niczym prawdziwy zawodowiec. Zdecydowanie dobrym urozmaiceniem jest wprowadzanie w przeciągu fabuły coraz to nowych broni, dzięki czemu używanie cały czas tej samej się nam nie znudzi, co nie znaczy, że rzucimy ją w kąt niczym zabawkę świąteczną, w której zepsuły się baterie. Zapewniam, że przez całą kampanię z równym zapałem wykorzystywałem bronie, które dostajemy na początku (Rebellion, czyli dwuręczny miecz
oraz Ebony i Ivory, pistolety Dantego
jak i te otrzymywane w trakcie fabuły (Arbiter, czyli wielki topór,
Osiris, czyli kosa,
Eryx czyli wielkie pięści,
Aquila czyli dwa bumerangi z ostrzami,
Revenant czyli obrzyn
i Kablooey czyli pistolet strzelający wybuchającymi pociskami
co pozwalało mi na rozkręcenie sieczki do maximum. Pomimo średniej długości fabuły (CD-Action oszacowało ją na 15 godzin, ja niestety nie liczyłem czasu grania), dzięki systemowi ulepszeń i achievementów gra zachęca do ponownego przechodzenia misji, czym zresztą właśnie się zajmuję. Podsumowując, Devil May Cry to gra zdecydowanie godna polecenia, demony sieka się z przyjemnością, a ciężkie brzmienia grające w tle pomagają utrzymać podwyższony poziom adrenaliny. Serdecznie zachęcam do zagrania.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz